|
Dobry dowcip, Humor, SMS-y, Opisy GG - strona 257 poprzednie<< >>następneNa targu dla jaskiniowców potężny jaskiniowiec podchodzi ze swym -letnim synkiem do stoiska z owocami i pyta: - Ile kosztuje ten kosz bananów? Sprzedawca spogląda na wielkie dłonie jaskiniowca i odpowiada: - Jak dla pana, to trzy garście zębów mamuta. - Czemu tak drogo? - Niech stracę! Niech będą dwie garście. - Biorę! - odpowiada jaskiniowiec i zwraca się do synka: - Daj temu panu dwie garście zębów mamuta.
Biegnie Jasio z kanistrem na stację benzynową. Dobiega zdyszany i prosi do pełna. Sprzedawca pyta: - Co, pali się? - Tak, szkoła, ale coś jakby przygasa.
Dlaczego życie na ziemi jest takie kosztowne? - Bo w koszty te wliczony jest bilet na podróż dookoła świata...
Grają sadysta z pedałem w karty i się umówili że który wygra, to z przegranym zrobi co zechce. Wygrał pedał. Sadysta mówi: - To pewnie mnie przelecisz? - Pewnie tak - odpowiedział pedał i co powiedział to zrobił. Ale grają dalej i następny raz wygrał sadysta. Wziął wkręcił pedałowi penisa w imadło i ostrzy brzytwę. Pedał ze strachem: - Obetniesz mi? A sadysta na to: - Sam sobie obetniesz, jak tą budę podpalę...
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami mieszka królewna w zamku, rano się budzi wygląda przez okno i mówi: - Cholera, jak ja mam wszędzie daleko.
W lesie wilk spotyka Czerwonego Kapturka i pyta: - Dlaczego dziś masz na głowie niebieski kapturek? - Po tych twoich wszystkich chuligańskich wybrykach wobec mnie i babci zatrudniłam się w Policji.
Przychodzi zięć do sklepu i pyta: - Czy jest cukier w kostkach? - Nie, nie ma - odpowiada ekspedientka. - A jakieś inne tanie bombonierki dla teściowej?
Pogrążony w smutku mąż mówi do żony: - Rzuciłem papierosy, rzuciłem wódkę, teraz to już chyba kolej na ciebie...
Przychodzi facet do lekarza. Lekarz pyta się: - Jak Pan ma na imię? Na co facet odpowiada: - SRACZKA. Lekarz: - Hmm, to bardzo rzadkie imię. Iwona');
Jaka jest różnica między potrąconą na drodze blondynką a potrąconym psem? - Przed psem są zwykle ślady hamowania.
O strzykawce:
- Szczy kawka na dachu.
Masztalski chwali się sąsiadce: - Mój syn otrzymał główną rolę w filmie! - Niemożliwe przecież on jest taki brzydki. - Możliwe! Będzie grał tytułową postać w filmie o Frankensteinie!
Rodzice Jasia uprawiali sex w pozycji na pieska. Nagle w drzwiach stanął Jasio. - Kurde, muszę wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji - pomyślał tatko. - A ty, niedobra! Ty...! - ryknął tatko i zaczął walić mamci klapsy w pupę. Nie będziesz już Jasia więcej biła... A masz...! A Jasio krzyczy: - Super tatko, super! Wyruchaj jeszcze kota, żeby mnie nie drapał!
Na budowie słychać okrzyk: - Franek, podaj kurw* tą cegłę! Przechodzący ksiądz zwraca uwagę: - Może tak delikatniej... - Dobra - Franek, podaj kurw* cegiełkę!
Biegnie sobie zając przez las, patrzy, a tu wilk w wilczym dole uwięziony i wydostać się nie może. Zajączek z satysfakcją wykorzystał sytuację i obsikał wilka, a potem pobiegł do domu. W domu myśli: No nie, nie wykorzystać takiej sytuacji? Całe życie będę żałował! I pobiegłszy z powrotem jeszcze nabobczył wilkowi na głowę. Wrócił do domu i myśli sobie: No nie, nie wykorzystać takiej sytuacji? Przecież jeszcze mu mogłem naurągać. Biegnie więc z powrotem obmyślając wyjątkowo perfidne wyzwiska i w tym zamyśleniu potknął się i wylądował w dole koło wilka. - Wilku, wiem, że trudno w to uwierzyć, ale wpadłem cię przeprosić!
Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - To je iglok ! - To je spilok ! Przechodził tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - To nie je ani iglok, ani spilok. To je kolcok !
Między ludożercami: - Moja żona gdzieś zginęła. Nie widziałeś jej? - Nie... - A co żujesz?
Amerykańskie sondy potwierdziły istnienie prymitywnej cywilizacji na planecie Mars. Butni amerykanie wysłali od razu rakietę załogową wypełnioną, paciorkami, gumami do żucia, czekoladą i "nowoczesną" odremontowaną bronią palną z demobilu. Gdy rakieta wylądowała pośród tłumu nieufnie spoglądających, zielonych tubylców, z megafonu popłynęły słowa prezydenta USA skierowane do bratniej ludności Czerwonej Planety obiecujące, przyjaźń, współpracę, profity i sojusz wojskowy. Po skończonym przemówieniu i odpaleniu wielkiego pojemnika wypełnionego balonikami w kolorach białym, czerwonym, niebieskim i zielonym, załoga stanęła przed drzwiami, gotowa otworzyć je i wpaść w ramiona Marsjan. Jakie było ich zdziwienie, gdy okazało się, że w tym samym czasie delegacja "zielonych" zespawała im właz z resztą korpusu rakiety, skutecznie uniemożliwiając im wyjście na zewnątrz. Kiedy Marsjanie skończyli dywersję, cały tłum rozpierzchł się pozostawiając samotną zaspawaną amerykańską rakietę. Bezsilni Amerykanie popadli w taką apatię, iż zapomnieli skontaktować się z bazą, a przez kolejne dni siedzieli i nie odzywali się do siebie. Na dzień zastukał w korpus przechodzący opodal Marsjanin-dziadek. - Jest tam kto? Żyjecie? - Taaaaak! - zakrzyknęli gromko kosmonauci do których serc i umysłów powróciła nadzieja. - Czemu tam siedzicie i nie wychodzicie? - Przecież nas zaspawaliście a my mamy dla was prezenty, każdy z was coś dostanie, wypuść nas - błagał dziadka kapitan wyprawy. - Heh, te spawanie to taki nasz zwyczaj. Ale jak byli tu Polacy, to poradzili sobie z włazem w minut. - Co? Polacy już tu byli? - Tak, i tak jak wy mieli dla nas prezenty. - Co takiego mogli oni wam dać?!?!? - Nie wiem dokładnie co to było, bo akurat mnie nie było, ale to coś nazywało się "wp.....l" i dostał to każdy, kto tu wtedy był.
|